motocykl

Moje motocykle

SUZUKI V – Strom 650 DL (K4)

To mój pierwszy „poważny” motocykl. Motorowerów z lat pacholęcych nie liczę… Nabyłem go jako używany w komisie motocyklowym w Krakowie, sprowadzony z Niemiec. Było to w lipcu 2011 r. Motocykl miał 7 lat i udokumentowany przebieg 19200 km. W książeczce pojazdu widniał rok produkcji 2003, choć oficjalnie rozpoczęto jego sprzedaż w 2004 r. Ten egzemplarz był z jakiejś przedsprzedaży. Motocykl był regularnie serwisowany przez pierwszego właściciela, a właściwie właścicielkę, bo jeździła nim kobieta. Służył mi dzielnie i praktycznie bezawaryjnie przez kolejne 56 tys. km. W marcu 2017 zamieniłem go na nową Hondę Afrykę Twin. 

Co mogę o nim powidzieć…? Bardzo dobry motocykl do dalekich podróży! Praktycznie bezawaryjny, bardzo wygodny, mało pali (przy ekonomicznej jeździe z prędkością 70-90 km/h spalanie schodzi nawet poniżej 4l/100 km!). Duży zasięg na pełnym, 24-litrowym baku (nawet 500 km!). Stosunkowo tani w eksploatacji, choć zalecana przez producenta wymiana oleju niestety zbyt często… 6000 km, to już nie na dzisiejsze standardy… Czy miał jakieś mankamenty? Hmm… To motocykl raczej szosowy. Waga 223 kg, koła bezszprychowe, stosunkowo mały prześwit (15 cm) powodował, że poza utwardzoną drogą jechało się karkołomnie. Jeśli chodzi o moc, to 67 KM bez problemu wystarcza do jazdy „solo” nawet z 50-kilogramowym bagażem. Gdyby chcieć do tego dołożyć pasażera, to z wyprzedzaniem i jazdą autostradami było by już trudniej, choć oczywiście da się! Motocykl właściwie wogóle się nie psuł. I jeszcze jedno: wiem, że to wręcz niewiarygodne, ale oryginalny akumulator działał w nim przez… 12 lat!!! Autentycznie!

Motocykl został przeze mnie „doposażony” w następujące sprzęty: gmole „GIVI”, grzane manetki „OKSFORD”, metalową osłonę silnika, „komputer pokładowy” ze wskaźnikiem zapiętego biegu, temperatury i innych „bajerów”, dwa gniazda 12 V, komplet kufrów „KAPPA” (dwa bocze i centralny), tubę narzędziową oraz uchwyt na GPS. Gdy go kupiłem miał już stopkę centralną i handbary. 

Czy polecam ten motor? Stanowczo: TAK! To świetna maszyna zwłaszcza jako pierwszy motocykl. Może nieco ciężka, ale wszystkie rasowe turystyki niestety tak mają… Poza tym mimo sporej wagi prowadzi się go dziecinnie łatwo! Od niedawna produkowana jest nowa wersja tego motocykla, nieco udoskonalona, ale tego sprzętu już nie znam. Moim następnym motocyklem od 1 marca 2017 r. stała się bowiem nowa Honda CRF 1000 L zwana potocznie Afryką Twin…

HONDA Africa Twin – CRF 1000 L

Od marca 2017 r. do chwili obecnej jeżdżę na Afryce Twin. Jest to wersja, która weszła na rynek w 2016 roku. Kupiłem ją jako nową w salonie Hondy. Wybrałem kolor mniej popularny dla tego modelu, bo czarny (popularniejsze są pozostałe wersje malowania, ale ja lubię czarny). Dosyć długo wahałem się nad wyborem rodzaju skrzyni biegów: automatyczna DCT (bo Honda taką produkuje!) czy zwykły manual. Różnica w cenie była spora (4 tys. zł), ale nie ona tu zadecydowała… Po jeździe testowej na DCT postawiłem jednak na tradycję, czyli „manual”. I wcale tego nie żałuję! Wiem, że ludzie chwalą tę z DCT, ale ja jakoś lubię „mieszać” biegami i mieć pełną kontrolę nad skrzynią biegów i sprzęgłem… 

Po wyjechaniu z salonu motocykl doposażyłem w akcesoria różnych producentów. Celowo nie chciałem pełnego wyposażenia i tych „hondowskich” dodatków, bo niektóre to tandetny badziew był… zwłaszcza plastikowe kufry… Tak więc motocykl doposażyłem w gniazdo 12 V (oryginalne), grzane manetki (także i tu postawiłem na oryginały) oraz kufry „akcesoryjne” produkowane przez polską firmę APDURO. Motocykl zabezpieczają gmole TOURATECH. Tej samej firmy mam także uchwyt mocujący na GPS. I właściwie to wszystkie istotne dodatki. Więcej i bardziej konkretnie w dziale „WYPOSAŻENIE”.

Jak na razie z motocykla jestem baaaardzo zadowolony. Pali niezbyt wiele. Jak się jeździ statecznie, to spokojnie można zejść do średniej 4,5 – 4,8 l/100 km. Przeglądy są rzadko (co 12 tys. km), więc nie trzeba się nawet w bardzo długich trasach o wymianę oleju martwić. Mocy w zupełności nie brakuje (94 KM). Niestety także i ten motocykl nie należy do lekkich. Z pełnym bakiem waży coś koło 232 kg. W ciężki teren raczej się więc nie nadaje. Ale za to drogi szutrowe, kamieniste, bezdroża pokonuje bez problemów. Ważny jest też duży prześwit (25 cm) oraz bardzo duże skoki zawieszenia! Tym motocyklem można praktycznie po schodach i krawężnikach jeździć! Niektórzy narzekają na stosunkowo mały bak. Owszem, 18,8 litra to nie dużo jak na motocykl klasy „adventure”, ale w dzisiejszych realiach (stacje benzynowe co kawałek) wcale nie potrzeba więcej. No, może gdzieś na totalnym odludziu by to miało znaczenie… 

Honda jest dosyć wysoka, niemniej ja bez problemu dotykam całymi stopami ziemi. A mam 178 cm wzrostu. Co jeszcze mogę dobrego lub złego o niej napisać? Hmm… Na pewno dużym plusem (rzadko zauważanym przez dziennikarzy-testerów) są świetne ledowe światła! Ja to bardzo doceniam! Ci dziennikarze prawdopodobnie nigdy nie jeździli w nocy, więc skąd mogą wiedzieć… Wiele by jeszcze można pisać o tym modelu, ale po co? Wszelkie dane techniczne i parametry są ogólnodostępne. Ja napiszę tylko tyle: po przejechaniu tym motocyklem jak na chwilę obecną 38 tys. km jestem nim ZACHWYCONY! I polecam go z czystym sercem… Choć tani niestety nie jest…

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *